Jak fotografowałem Alpy dla National Geographic? Z kamerą na głowie [wideoporadnik]

© Tomasz Woźny / National Geographic Polska

© Tomasz Woźny / National Geographic Polska

Szwajcaria to kraj z widokówki. Majestatyczne Alpy, lazurowe jeziora i malownicze miasteczka nietknięte wojnami. Nic tylko spędzić tam miesiąc pieszcząc kolejne wyczekane kadry. Niestety na materiał, który realizowałem dla Travelera, miałem zaledwie sześć dni. Po raz pierwszy wszędzie ze sobą zabrałem małą kamerę, dzięki czemu będziecie mogli towarzyszyć mi w mojej podróży z pierwszego planu!

No właśnie, pięć dni i program wyjazdu napięty jak Pudzian przed walką. Szwajcarzy jako mistrzowie organizacji zaplanowali nam niemal każdą minutę pobytu. Rejs stateczkiem, e-bajki (w sensie rowery z elektrycznym napędem – czaderskie, prawie nie trzeba pedałować),  zwiedzanie jaskiń, podróż kolejką górską i inne hajkingi. Żeby się wyrobić, musimy pędzić z miejsca na miejsce, a czasu na zdjęcia jest tyle co naszych oszczędności w ZUS – znaczy prawie go (ich) nie ma.

Co zgarniam?

Materiał zaczyna się w domu od wybrania sprzętu. I tu rodzi się dramatyczny wybór rodem z greckich tragedii. Na szali ważą się dwie wielkie wartości. Pierwsza to „jak nie wezmę to na pewno się przyda”. Druga to „nie mogę wyglądać jak wielbłąd” tudzież „aua, moje plecy/biodra/bark (niepotrzebne skreślić)”. Zgarniam, co następuje:

— Canon 5D Mark II bez gripa – dlaczego bez gripa? Raz że ciężki, dwa że z gripem 5D zaczyna przypominać kombajn i straszy ludzi.

— Obiektyw EF 28 mm f/1.8 – miejscami nieostry, ale za to niepozorny i o idealnej dla mnie ogniskowej.

— Obiektyw EF 35 mm f/1.4 L – piękne, klasyczne szkło o zabójczo małej głębi ostrości.

— Obiektyw 17–40 mm f/4 L – na pełnej klatce niebezpiecznie szeroki, do zabaw z widoczkami i architekturą (wiem, wiem spece od fotografii architektury mnie zjedzą, że dystorsja i w ogóle, ale cóż poradzić, czasem nie ma gdzie się cofnąć, a poza tym ja taką dystorsję zwyczajnie lubię).

Zobacz również: Oto fotografie natury, która nie przestaje zachwycać

— Obiektyw EF 70–200 mm f/2.8 L – dobra lufa nie jest zła, przydaje się rzadko ale prawie zawsze „jak nie wezmę to na pewno się przyda” (aua, moje plecy).

— Lampa Speedlite 580 EX z transmiterem i odbiornikiem – no wiadomo, bez lampy jak bez ręki.

— Statyw – do zdjęć nocnych.

— Do tego cała otoczka: baterie, karty, ładowarki, kabelki i inne bzdety, bez których nie da się robić zdjęć.

Wszystko to ładuję do niewielkiego plecaczka typu sling-bag (taki na jedno ramię, połączenie komfortu zwykłego plecaka z szybkością dostępu do szkieł torby), co się nie mieści – w pokrowiec i przytroczyć, żeby było pod ręką.

Jeszcze tylko laptop, dysk zewnętrzny na backupy tudzież stoperan (bo nigdy nie wie się) – i jazda do stolicy na samolot.

Z roweru

E-bajki – jak już wspomniałem w swej istocie prawdziwie czaderskie – mają jeden minus: przemieszczam się za szybko, żeby złapać kadr. Nasza przewodniczka pędzi jak szalona, wszak czas to w Szwajcarii rzecz święta.  Pozostaje wariackie wyprzedzanie reszty peletonu, próby (ach, zwykle daremne) znalezienia odpowiedniego miejsca na dobry kadr oraz modlitwa, żeby inni rowerzyści przejechali w fajnym układzie. W kościach czuję, że jedno ze zdjęć rowerowych może pójść na rozkładówkę, musi więc być to coś na szerokim kącie, z Alpami lub jeziorami w tle. Kombinuję też z dłuższym czasem naświetlania. Szwajcaria znana jest ze swoich winnic – a winnice to linie krzewów, które mogą fajnie zdynamizować całe zdjęcie.

© Tomasz Woźny / National Geographic Polska

Robiąc zdjęcie na rozkładówkę, pamiętamy, żeby postarać się nie umieszczać niczego istotnego w środku kadru. Po kilku godzinach takiej jazdy super-wygodny sling-bag przestaje być super-wygodny.

Advanced Dungeons & Dragons

W regionie Interlaken żyło ongi dwóch mnichów-pustelników. Jako że się nie darzyli szczególną estymą, jeden wlazł do jaskini po północnej stronie jeziora, drugi zaś obsadził przeciwny brzeg. Ktoś tam jeszcze w międzyczasie poskromił jakiegoś legendarnego smoka. Po latach ich pustelnie stały się atrakcją turystyczną. Tyle historii.

Fotografowanie w jaskiniach wiąże się oczywiście z niedoborem światła. Gdzieniegdzie mroki podziemi rozświetlają co prawda halogeny, jednak część przepięknych skalnych tworów chowa się w mroku przed najwyższą nawet czułością mojej 5D-matrycy. Statyw zostawiłem w hotelu - dzień przed nami długi, a to cholerstwo jest dość duże i niewygodne w transporcie. Do tego strefy oświetlone halogenami i pogrążone w mroku mają zbyt dużą rozpiętość tonalną, żeby poprawnie je obie naświetlić.

© Tomasz Woźny / National Geographic Polska

Pozostają kombinacje z lampą. Podpinam transmitery i komenderuję Anicie, dziennikarce Travelera, gdzie tą lampą ma świecić (btw. dzięki Anita!). Staram się błyskać z boku, tak aby flesz podkreślił chropowatą fakturę skały. W klaustrofobicznych komnatach Morii przydaje się obiektyw 17–40 mm. Podstawą jest tutaj znalezienie jakiejś „kotwicy” – obiektu, który przykuje moją uwagę i wokół którego będę mógł „zbudować” resztę zdjęcia.

Zabawy z cieniem

Opuszczając jaskinie mamy chwilę na kawę. W sensie kto ma, ten ma. Bo wychodząc rozglądam się i co ja pacze? Ano pacze, że mam przed sobą ładny widoczek na jezioro i Alpy. Fotografując widoki zawsze staram się zbudować pierwszy plan, wrzucić taką wisienkę na torcie. Miejsce w którym się znajduję jest zadaszone, pogrążone częściowo w cieniu. Na oświelonym murku siedzi kilka osób zajadając lody. A tuż przede mną przewija się korowód turystów pogrążonych w cieniu. Czekam więc na sylwetę. Wreszcie udaje mi się złapać na pierwszym planie sylwetę.

© Tomasz Woźny / National Geographic Polska

W miarę usatysfakcjonowany ruszam po swoją kawę. Niestety jednak przerwa dobiegła końca, kto nie zdążył ten trąba.

Na statku

Rejs statkiem daje mi chwilę dla wykonania trochę bardziej skomplikowanych zdjęć. Wśród wielu fotografów którzy mnie inspirują jest Alex Webb. Jego zdjęcia cechuje potężna liczba genialnie złożonych planów, zabawa odbiciami, cieniami i symboliką. Zwykle wymaga to jednak oczekiwania w jednym miejscu, aż wszystkie elementy układanki „wskoczą” w swoje miejsce. W trakcie materiałów, które wykonuje wyjazdowo dla Travelera, czasu na takie wyczekane kadry zwyczajnie nie ma. A może po prostu jestem zbyt słaby, żeby tak szybko taki kadr dostrzec i ustrzelić.

Rejs jest okazją na trochę eksperymentów: Anita i przewodnik siadają na kolejną tego dnia kawkę, ja zaś ruszam na polowanie. Jednym z elementów, które od razu przykuwają moją uwagę, jest szwajcarska flaga na rufie. Pod flagą siedzi babcia z torebką w tle zaś przesuwają się Alpy zasnute złowieszczym baldachimem chmur. Czekam cierpliwie 10 minut aż wiatr rozwieje trochę oklapła flagę. W takich chwilach dość istotne jest „wtopienie” się w otoczenie. Ostentacyjne wiszenie nad boguducha winną babcią z aparatem przy oku mogłoby biedaczkę wystraszyć i doprowadzić do jej ucieczki z dobrego dla mnie miejsca w kadrze. Dlatego staram sprawiać wrażenie średnio zainteresowanego pierwszym planem. Przeglądam komórkę, oglądam zdjęcia na wyświetlaczu, ale kątem oka nieustannie zezuje na flagę i babcie – wieje czy nie wieje, siedzi czy ucieka? Wreszcie wiatr podrywa flagę (ah, niestety nie tak pięknie jak bym to sobie wymarzył) a chińczyk w pasiastym t-shircie siedzący na drugiej ławce podrywa swój aparat do oka. W prawym dolnym rogu kadr równoważy mi Anonimowa Noga. Cyk – no i coś wyszło.

© Tomasz Woźny / National Geographic Polska

Drugim miejscem w którym się czaję jest dziób statku. Tam też natykam się na idealnie rozkokoszone w ławkach towarzystwo. Przezornie zapatrzony w dal czekam, aż każdy będzie patrzył gdzie indziej i – cyk! Szkoda tylko, że ci na wyższym pokładzie nie wychylali się przez reling.

© Tomasz Woźny / National Geographic Polska

Trzeci i ostatni kadr udaje mi się upolować kilka metrów dalej, wykorzystując odbicie w szybie i fakt że za tą szybą siedzi niczego niespodziewający się dziadek. Bazuję na symetrii gór i ich odbicia w szybie. Czekam teraz, aż coś więcej się wydarzy. Wreszcie zza rogu wychodzi brodaty jegomość (niechybnie jakiś kapitan) a z lewej strony w kadr wpada galopująca do bufetu Niemka. No i coś tam mam. Znowu nie tak pięknie jak bym chciał, ale cóż, jak się nie ma co się lubi…

Portret w winnicach

Po konsultacjach z Anitą w temacie win decyduję się na wykonanie portretuDobra komunikacja z dziennikarzem jest podstawą takich zleceń. Jako że zdjęcia ilustrują tekst, muszę dokładnie wiedzieć, co w nim będzie i na co zostanie położony większy nacisk. Zdjęcie wykonuję w winnicy. Ustawiam mojego modela w jednej ze ścieżek pomiędzy krzewami. Aparat podnoszę trochę wyżej, tak aby linie krzewów zbiegały się nad jego głową.

© Tomasz Woźny / National Geographic Polska

Dla pewności, że przekaz będzie jasny w dłoń wtykam mu kieliszek z winem. Światło jest dość paskudne. Słońce stoi jeszcze wysoko, tworząc brzydkie kontrastowe cienie na twarzy. Po raz kolejny o pomoc proszę Anitę, która dopala mi modela z lewej strony. Jako że robię zdjęcie z ręki, potrzebuję kilku zdjęć, zanim kompozycja „wskakuje” na swoje miejsce.

Run boy run

Praca na zlecenie dla konkretnego tytułu wiąże się oczywiście z częściowym podporządkowaniem formy naszych zdjęć formie tegoż tytułu i prawom składania takich materiałów. Choć bardzo lubię czarno-białą fotografię, materiały dla National Geographic Traveler robię w kolorze. Szukam również prostych detali, którą będą ilustracją do tekstu. Chociaż zwykle preferuję kadry poziome, staram się też „wrzucić” fotoedycji kilka „pionów”. Jeżeli mam możliwość zdjęcia robię w „złotych godzinach”, na wyjeździe tymczasem bardzo często czas i jego rozplanowanie nie należy do nas. Nieraz odnajdziemy się w sytuacji, gdy strzelamy foty w samo południe, przy potwornym słońcu.

Główną jednak różnicą jest tempo pracy, zupełnie odmienne niż w przypadku, gdy sam planuję materiał. Czasem muszę zrezygnować z bardziej skomplikowanego kadru, który wymaga długiego oczekiwania, na rzecz prostszego, ale takiego który mogę błyskawicznie ustrzelić. I to jest chyba jedna z najbardziej przydatnych umiejętności w tego typu zleceniach – umiejętność oceny ile czasu może zająć realizacja danego kadru i czy nie skończy się to tym, że nagle trzeba będzie ruszać dalej a ja pozostanę z tym, z czym wszyscy za wiele lat jako klienci wspomnianego już ZUS-u zostaniemy – a mianowicie z figą.

Materiał ze Szwajcarii obejrzeć można w numerze wrześniowym National Geographic Traveler.

PS. Wybaczcie jakość filmiku, to mój pierwszy, niestety dopiero zacząłem się kolegować z kamerą przyczepioną do głowy i na połowie ujęć była albo za nisko albo za wysoko, a czasem nawet po prostu wyłączona.

__________

Tomasz Woźny - urodził się we Wrocławiu w 1984 roku. Skończył Dziennikarstwo i komunikację społeczną na Uniwersytecie Wrocławskim. Zawodowo zajmuje się fotografią od 6 lat. Współpracuje z agencją FORUM, Polska The Times oraz Travelerem. Jako freelancer publikował między innymi w Dużym Formacie, Rzeczpospolitej, Forbsie, Dzienniku, Super Expressie. Laureat między innymi konkursów Grand Press Photo 2010 oraz BZ WBK Press Foto 2010. Jego zdjęcia możecie zobaczyć na www.tomaszwozny.com

__________

Zobacz więcej artykułów z serii: Postprodukcja (wideoporadniki)

Podziel się:

Przeczytaj także:

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy

Pokaż wszystkie komentarze

Także w kategorii Poradniki:

Jak fotografować koty, aby nie dostać przy tym kota [poradnik] Jak fotografować sztuczne ognie, czyli fajerwerki? [poradnik] Fotografowanie w krajach egzotycznych. Skuteczne rady, jak się przygotować Obróbka portretu studyjnego w darmowym Gimpie [wideoporadnik] Najciekawsze lustrzanki do 3000 zł Pomysły na prezent dla fotografa do 300 zł Kiedy zapadnie zmrok, czyli obróbka zdjęć nocnych [wideoporadnik] Adobe Lightroom: jak usunąć zamglenia ze zdjęć w kilka minut? [wideoporadnik] Malowanie światłem - sposób na ciemne, zimowe wieczory [poradnik] Pełna obróbka słonecznego portretu w przyśpieszeniu [screencast] Tablet graficzny - jak z niego korzystać? [wideoporadnik] Portrety jesienną porą i podstawowym obiektywem [poradnik] Czytelniku, rób zdjęcia! Planowanie czy przypadek, czyli fotograficzne przygotowanie do wyjazdu w Alpy EL-wire - pomysł na kreatywny portret z efektem płomieni 10 pomysłów na zainteresowanie dziecka fotografią Szybka i prosta konwersja presetów z Lightrooma do Camera RAW [wideoporadnik] Jacek Pałkiewicz: Duży trud i wysiłek są wliczone w umowę z podróżami [wywiad] Photoshopowy fryzjer, czyli jak okiełznać niesforne kosmyki na zdjęciach studyjnych [wideoporadnik] Fotografia mody bez wychodzenia z domu - jak zacząć? Efekt miniatury w 5 minut w Adobe Photoshop CC [wideoporadnik] Frymografia: Mniej daje więcej 4 rzeczy, które robi każdy fotograf (albo wkrótce zacznie) Oddajcie nam analogowość!

Popularne w tym tygodniu:

Ostre zdjęcie to za mało… Z głową w chmurach - rzecz o trudach fotografii spotterskiej Fotografowanie w Norwegii cz. 1 – Kjeragbolten